Grzyby-Start
Babiogórskie drogi i potoki
Napisał Dorota   
niedziela, 15 kwiecień 2007

 Galeria - Z GÓRĄ w tle     Galeria - Babiogórskie grzyby

     Nie mogłam wydrzeć na Orawę w sobotę rano, bo musiałam iść do pracy. Dzięki temu długi weekend będzie jeszcze dłuższy, ale pracować to mi się wczoraj nie chciało, oj nie chciało...  Na szczęście nic nie trwa wiecznie i po południu mogłam ruszyć tam, gdzie duchem byłam od rana...

     Już z Zakopianki roztaczały się widoki zapierające dech - przejrzystość powietrza wyzwoliła w górach większe niż zwykle siły do ukazywania na odległość swej siły, potęgi i piękna. W drodze spotkałam Zibiego, Włodzia i Kropkę, którzy opuścili Zmarzlicę i zmierzali ku domowi. Na umówionym wcześniej miejscu wymieniliśmy uściski, wrażenia i rozjechaliśmy się w przeciwne strony. Czarna Błyskawica odpaliła w kierunku GÓRY, która coraz wyraźniej i bliżej ukazywała swe masywne cielsko górujące nad orawską krainą.

     Zanim dotarłam do Lipnicy, gdzie u zaprzyjaźnionego gospodarza czekał na mnie noclegowy pokój, zahaczyłam o skrawek mojej Magicznej Krainy, którą spowijały dymy unoszące się z ognisk, co nie tylko nie odebrało jej uroku, lecz wręcz przeciwnie - pozwoliło blaskom i cieniom na powolne pełzanie po pniach i ziemi. Miałam nadzieję na spotkanie krążkownic i smardzów, jednak jeszcze ich nie ma. Znalazłam tylko trochę nieźle podsuszonych szyszkówek... Za to do woli mogłam się "napatrywać" znajomym drzewom, ścieżkom i przypomnieć grzybowym miejscom, że również w tym roku mają wydać plon obfity, przeznaczony oczywiście specjalnie dla mnie.

     Po wydaniu dyspozycji dla grzybni, pojechałam do Lipnicy, gdzie do zmroku penetrowałam pobliski las. Słonecznym niedzielnym rankiem ruszyłam na Babią. A tam wszędobylskie potoki co krok zastępowały mi drogę. Szeptały o resztkach śniegu, który jeszcze nie rozpłynął się w słonecznych promieniach, o świeżutkich roślinkach, spieszących się do wydania nowego życia i o grzybkach, które już niedługo zasiedlą gromadnie te wszystkie miejsca, które woda strumykowa obmyje i użyźni.      

     Na potokowych brzegach przysiadły kępy kaczeńców, podobnych słońcu patrzącemu z pobłażliwością z góry, jak małe kwiatuszki stoją dumnie i wdzięczą się do swojego odbicia niczym narcyzy, a nie kniecie, i to w dodatku błotne...

     Inne roślinki - jakieś pietruszkowate - wpadły do potoku i zamoczyły sobie korzonki. Przykładu z nich dzisiaj nie wzięłam i odpuściłam sobie pławienie w lodowatej wodzie. Poczekam z tym jeszcze ze dwa tygodnie, kiedy i woda będzie nieco cieplejsza i fotoreporterów grono zgromadzi się na brzegu. 

     Poprzeglądałam się za to w leśnych rozlewiskach z próżnością dorównującą kaczeńcom, ale że woda ruchliwą była - patrzyłam niczym w krzywe zwierciadło, które czasem więcej prawdy powiedzieć zdoła niż najgładsze zwierciadełko. Po potokowemwędrowaniu można było "polegnąć" na ziemi rozgrzanej słońcem i wdychać jej świeżo-żywiczny, pełen życia zapach. I rozkoszować się tym wszystkim, co tak zwykłe, że aż niezwykły klimat stwarza.

     Ale dość o potokach, choć temat wielce jest ciekawy, do grzybków przechodzę, choć ich wiele nie było... Z gatunków, których tej wiosny jeszcze nie spotkałam trafiłam tylko na wieruszki wiosenne. Wyrosły stadnie, ale cóż po nich pazerniakowi, skoro tylko do focenia wdzięcznymi są obiektami? Mimo wszystko miło było zobaczyć ładne grzybki. 

     Znalazłam też nowe stanowisko piestrzenic kasztanowatych, które w miejscu słonecznym siedmioosobową rodzinką łebki wystawiły. Zibi, za pośrednictwem gorącej linii radził mi przetestowanie jadalności babiogórskich babich uszu, jednak nie zdecydowałam się na zbiór (gdybym je zebrała, na pewno by się nie zmarnowały). Były też oczywiście nadrzewniaki, które zaczęły już stroić się w wiosenne kolory. Jednego z nich pozyskałam, aby zasilić kolekcję Zibiego.

        Jak już wspomniałam, nic wiecznie nie trwa... Tyle tylko, że raz brak wieczności cieszy, innym razem w smutek i tęsknotę jest przybrany. Tak też i tym razem było, gdy w drogę powrotną ruszać przyszła pora. Lipnickie bociany dopełniły już swej powinności i gospodarzom wybranym wrzeszczące zawiniątka podrzuciły, a teraz o własnej myślą rodzinie i ogłaszają całej okolicy, że i ich radości nadchodzi pora. I może to jest wieczne? I trwać będzie zawsze, z nami czy bez nas... I tak pożegnana pełnym szczęścia bocianim klekotem opuściłam tę część świata niewielką, która i mnie trochę z siebie dała.

Komentarze 

20 Września 2017
Środa
Imieniny obchodzą:
Dionizy, Eustachy,
Eustachiusz, Fausta,
Faustyna, Filipina,
Irena, Oleg, Ostap,
Sozant
Do końca roku zostało 103 dni.
Grzybland Na Facebooku
Konkursy
Logowanie
Login

Hasło

Zapamiętaj mnie
Nie pamiętasz hasła?
Nie masz konta? Załóż je sobie
Kiedy na grzyby

showMoon()
Gościmy
Aktualnie jest 703 gości online