Grzyby-Start
Wiosenne grzyby Orawy
Napisał Dorota   
czwartek, 05 kwiecień 2007

     Galeria - Orawskie klimaty

 

    Poszukiwania smardzów, smardzówek i czarek już spowszedniały, więc tym razem postanowiłam poszukać wodnichy marcowej i nazbierać trochę "świeżego grzyba" do konsumpcji. Co  z tego wynikło, poczytajcie sobie. 

    Droga tylko na jednym odcinku była spowita mgłą, ale większość trasy była doskonale widoczna. Tylko coraz bardziej spadała temperatura, a na drzewach i trawach coraz grubszą warstwą ścieliła się mroźna szadź. W czasie jazdy odbierałam ostatnie wskazówki odnośnie poszukiwanego tajemniczego grzyba. Informacje przekazywał mi oczywiście za pośrednictwem gorącej linii Zibi, bo przecie porządny sukces (a stałoby się nim niewątpliwie wytropienie kryjówki wymykającej się ciągle fungowym służbom wodnichy),  powinien mieć ojca i matkę... 

     Krążyłam po terenach rozciągających się u stóp Babiej, czuwającej nad spokojem skrywających się w jej cieniu lasów, pól i domostw. Masyw GÓRY świecił blaskiem odbitych w śniegu promieni i rozświetlał KRAINĘ swoim blaskiem. Niestety nie dawał ciepełka, więc szybko moje ręce stały się podobniejsze do bezwolnych gałązek (nie mylić z Gałązkami czy Patykami) niż do łap pozyskiwacza. Mimo tych utrudnień nie zrezygnowałam ze zbioru szyszkówek, których całkiem niemało znalazłam wśród krzewów malin.

Zamrożone szyszkóweczki radośnie grzechotały w moim "dupełeczku", które wzięłam zamiast pazerniaczego kosza, a ja rozglądałam się za jakimiś innymi grzybkami. Muszę tu wspomnieć o nowym odkryciu dotyczącym pozysku szyszkówek - ich sztywne od mrozu ogonki łamią się bez problemu, podczas gdy rozmarznięte trudno jest oddzielić od kapelutka. Ucieszyło mnie spotkanie z piestrzenicami kasztanowatymi, które wystawiły już pomarszczone łebki nad zmrożoną powierzchnię ziemi. Znalazłam jeszcze miseczkowatego stworka, przypominającego nieco piestrzycę zwyczajną oraz uszko czarne. Wszystkie sprawiały wrażenie okrutnych sztywniaków, co się jednak zmieniło, kiedy rozmarzły.

      Przemieszczając się z jednego do drugiego lasu patrzyłam na dobrze widoczne szczyty słowackich Tatr i zrodziła się refleksja - jak niewiele możemy wobec tego, co może stworzyć NATURA, a równocześnie jak niewiele trzeba, aby to zniszczyć - wszak można zrównać te góry, aby widok był lepszy, aby zbudować kolejne "hipermorświnaria" i tym podobne centra uciech wszelakich.  

     Dotarłam do kolejnego miejsca oznaczonego na mojej orawskiej mapie i zaczęłam na dobre poszukiwania ukrywającej się wciąż wodnichy. I nagle, w odpowiednim dla niej środowisku, ujrzałam dwa łebki wystające spod ściółki! Zanim odtańczyłam taniec radości, popatrzyłam uważnie pod nogi, aby nie rozdeptać jakiegoś stworzenia skrywającego się w pobliżu. Po dokładnym obejrzeniu znaleziska, stwierdziłam, że to raczej nie jest TA poszukiwana, chociaż przy dużej dawce dobrej woli osoby oznaczającej, można by ją uznać za tajemniczą wodnichę - przecież nieraz wszystko zależy od punktu widzenia znawcy grzybów i można sobie nazwać swoje odkrycie jak się chce. Zatem ja sobie "na trochę" nazwę ją wodnichą marcową, a kiedy dobrze przeszperam cały zestaw ciemnobiałek i dopasuję w 100% moje WIELKIE ODKRYCIE do którejś z nich, to na mocy nadanej mi nad słowem pisanym władzy, zmienię jej imię.

     Mimo południowej już godziny, na kałużach nadal lśnił lód, a motylki zahibernowane chłodem znowu pozwoliły mi zrobić zdjęcie. Żabi skrzek , w lepiej nasłonecznionych miejscach odtajał, ale z części "jajeczek" na pewno nie wydostaną się kijanki, bo mróz zbyt mocno je docisnął. Ale cóż, takie jest prawo natury...

    Pożyczyłam "mojej Orawie" spokojnych i ciepłych świąt i ruszyłam w kierunku Krakowa zabierając z sobą trochę grzybków i wypełniony zdjęciami aparat. Nad bezpieczeństwem mojego powrotu czuwały stada misiaczków rozstawionych z suszarkami co kilka kilometrów - chyba mieli dzisiaj za zadanie wyrobić cały limit schwytanych kierowców na święta, żeby mieć wolne najbliższe dni. Włączyłam oczywiście sygnały ostrzegawcze dla nadjeżdżających w pośpiechu z przeciwnej strony, bo trzeba się przecie odwdzięczyć tym, którzy pomogli mi wrócić tym razem bez strat kasowych.

Komentarze  

 

29 Maja 2017
Poniedziałek
Imieniny obchodzą:
Bogusława,
Maksymilian, Maria
Magdalena, Teodor,
Teodozja
Do końca roku zostało 217 dni.
Grzybland Na Facebooku
Konkursy
Logowanie
Login

Hasło

Zapamiętaj mnie
Nie pamiętasz hasła?
Nie masz konta? Załóż je sobie
Kiedy na grzyby

showMoon()
Gościmy
Aktualnie jest 1009 gości online