Grzyby-Start arrow Kronika Grzyblandu arrow III Wiosenny Zlot Grzyblandu Slana Voda 2009
III Wiosenny Zlot Grzyblandu Slana Voda 2009
Napisał janusz   
poniedziałek, 04 maj 2009

Foto galeria Asza                Foto galeria Izeczka              Foto galeria Mglejarka                          Foto galeria Mikołaj            Foto galeria Bobson              Foto galeria Małgi                                   Foto galeria Wacław I       Foto  galeria Wacław II         Foto galeria Lusi                                     Foto galeria Mirka           Prezentacja Mirki2- cz1      Prezentacja Mirki2-cz2                      Foto galeria Agnieszka i Jarek

 Przy słońcu wypalającym na pył ziemię, przy bezchmurnym niebie zaczęli zjeżdżać na Zlot Grzyblandczycy z wszystkich stron kraju. Ten pierwszy wiosenny zlot jest jak budzenie się niedźwiedzia po zimowym śnie. Miło jest widzieć radosne twarze i chęci na trzydniowe smardzowanie.
Obecna wiosna jest przedziwna , od ostatnich opadów śniegu nic więcej nie padało, a cały kwiecień był słoneczny i bardzo ciepły. Ziemia wysuszona na pył, a lepiężniki w niektórych miejscach wyglądają jakby zatrzymały się w wegetacji.
Nie przeszkodziło to jednak Zlotowiczom nazbierać smardzy dorodnych, przepięknie pachnących, mających coś magicznego w swoim stożkowym kształcie.

 
W swoich wędrówkach spentrowaliśmy dwie doliny. W pierwszej matka natura nie  poskąpiła uczestnikom swoich darów. Każdy znalazł smardze i mógł się nacieszyć ich widokiem, było to szczególne przeżycie dla nowicjuszy. Druga dolinka jednak tak szczodra dla nas nie była. Mimo, że została dokładnie sprawdzona metr po metrze, nie chciała nas obdarzyć smardzusiami. Opuszczając lepiężnikowe poletka i już myśląc o poddaniu się ZNALEŹLIŚMY jedynego dorodnego smardza. Wracaliśmy „z tarczą”. Wszyscy z dumą mogli powiedzieć „ wyczyściliśmy dolinkę do ZERA !!!”. Co fachowcy to fachowcy.

Równolegle ze smardzami były zbierane lub fotografowane wszystkie spotkane gatunki grzybów (w ramach małego konkursu). Tutaj znowu bezkonkurencyjna była Mirki2-lepsza połowa. Zebrała 24 gatunki. Można bez przesady powiedzieć, że grzybów nam nie brakowało.

 Uczestnicy całość wrażeń trawili i omawiali na ogniskach, a było co trawić.

 
 
 
 
 
Atmosferę Zlotu doskonale oddaje tekst autorstwa Izeczki śpiewany przez  nią jako gwóźdź wieczornych programów.

Smardzusiowa przyśpiewka (na melodię Hej Bystra Woda)

Hej bystre wody ,bystre wodusie,
Cekało dziewce na smardzusie.
cekało wiosny mocno stęsknione.
Kaj te smardzusie umilone.

Cekało zimę, wiecory, ranki,
a teraz z Wami biegnie w szranki.
Jak znajdzie ctery to se nazbiro
posło nad potok sukoć tyroz.

Jak uzbirocie cały kosycek
to Wam usmazy jajecnice
jajków wybije, weźmie patelnie
a Wy zeźrecie bardzo dzielnie.

Chłopaki, dziewki i dobre ludzie
Raj smardzusiowy w Slanej Vodzie!
zbierajom wsyscy, starsi i młodzi
i właśnie o to tutaj chodzi!

To Grzyblondcycy zjechali tu sie
z polskiego kraju na smardzusie
Z najdalsych kątów nawet wyjzeli
Ci co smardziusiów nie widzieli.

Morał z piosnecki taki wynika
przed nami każdy grzyb niech zmyka
łodnajdziem syćkie słowo dajemy
i za rok znowu przyjedziemy!
 
     
 
 
 
 
 
      .mpg            .amr                .mp3
 
Tu można posłuchać  w wykonaniu Izeczki , Stasi I Mikołaja
 
 
 
Klub Złotej ChoChelki czyli  afera na Złocie

Przed zlotem siłą rzeczy, mieszkając z Asią pod jednym dachem, dochodziły do mnie niepokojące słuchy, że szykuje się jakaś zadyma na Zlocie. Próbowałem zakulisowo coś przeciwdziałać ale moje zabiegi niewiele dały. Już w dzień przyjazdu wybuchła niezła afera i ciągnęła się za Zlotowiczami do samego końca.

 Otóż niejaka Iza Kulińska pseudonim „Złota Chochelka” wraz ze Swoją spec grupą przygotowała zestaw „bomb kalorycznych”, które mogły spowodować zapadnięcie każdego uczestnika w niebezpieczną , zdradziecką chorobę zwaną przewrotnie „ Niebo w gębie”.

Całymi dniami z domu Nr 1 gdzie urzędowała wyżej wzmiankowana Złota Chochelka dobiegały komendy, padały nazwy szarż (podsłuchałem tylko: starszy pomywacz, młodsza pomywaczka, krajalnicowy 1 klasy, itp.) i wydobywał się nieznany gaz mający działanie przyciągające. Tak, że co rusz któryś z uczestników, nieświadom zagrożenia przechodząc opodal , poddany działaniu owego niezidentyfikowanego gazu został nim ubezwłasnowolniony i potulnie udawał się do domku Nr.1, gdzie już bez zbędnych ceregieli zostawał faszerowany bezwzględnie owymi „napełniaczami żołądka”.

Ja sam nie ustrzegłem się przed skutkami owych zdradzieckich knowań, jednak mając szczątkową
wiedzę zastosowałem jedyne możliwe antidotum – trzy dni postu ścisłego przed zlotem.(pisałem o tym przed zlotem). Dzięki temu chorobę „Niebo w gębie” przeszedłem stosunkowo łagodnie i mogłem sporządzić raport dla Wielkiego Grzyba.

Dlatego też jako aktywny forumowicz pragnę ten raport opublikować, aby po wsze czasy nie zostały zapomniane niecne czyny tej niebezpiecznej szajki i były ostrzeżeniem dla przyszłych zlotowiczów.

Szefowa Klubu Izeczka psedo „Złota Chochelka” preparowała:
- miny dziwnego kształtu (prawdopodobnie nowy model) zwane pierogami z kapustą i grzybami
- ciasto biszkoptowe z bitą śmietaną i ananasem
- sałatka ziemniaczana z marynowanymi grzybami
- sałatka pieczarkowa
Ugot
- dwa baniaki płynu koloru buraczanego, którego aromat i smak powodował ciągłe kolejki do kotła, a który nazywali barszczem czerwonym
- 40 jaj typu „gigant”
- dwie blachy ciasta z jabłkami
Stasia
-ciasto o dziwniej nazwie „Strzępiec”
-marynaty
-olbrzymi kocioł
Mglejarka
-kiszoną kapustę włoską
Małgi
- nalewka wiśniowa
- wieloskładnikowa sałatka wiosenna do grila
Jarek
- pysznościową nalewka dla kamuflażu zwana Limonką
Mikołaj
- ciasto drożdżowe „Borowik z bakaliami” z przytwierdzoną na wierzchu magiczną cyfrą 3
- ciasto drożdżowe z wiśniami
- znane ze swego podstępnego działania „Pijane wisienki” ( złośliwie zdarto z nich naklejki o treści „Po spożyciu uprasza się nie wstawać”
-oraz różnorakie inne płyny
Asza
- kiszony żur (teraz już wiem co od tygodnia przed zlotem wzbudzało w mej podświadomości niepokój w domu)
- jakieś zawijane półksiężyce pachnące grzybami, mięsem i kapustą zwane pasztecikami
- kilka pojemników suszonych poskręcanych plech niewiadomego pochodzenia
- smardze mrożone
- kosz marynat przeróżnych dziwacznych grzybów
Zibi
- 14 gatunków nalewek które skutecznie mieszane powodowały u spożywającego błogostan połączony z niedowładem dolnych kończyn ( naiwni uwierzyli, że wyleczą się z wszelkich dolegliwości)
- niezliczoną ilość słoików z płynem przypominającym formalinę i niemożliwymi do rozpoznania grzybkami


 Już nie wspomnę o całej niezliczonej ilości różnych proszków, płynów, przedmiotów przypominających warzywa , które to składniki sama Złota Chochelka dodawała do kotła i warzyła całymi dniami jakieś zupy. Mieszała , sypała ,odczyniała jakieś rytualne gesty i mruczała zaklęcia , dopóty ,dopóki nie uzyskała odpowiedniego „bombowego” efektu”, a codziennie coś innego. Raz była to zupa grzybowa, innym razem żurek z białą kiełbasą.

Żurek ten był tak niebezpieczny w działaniu, że Ela Bobsonowa po spożyciu zaczęła majaczyć i jęknęła z wyrazem uniesienia na twarzy „ O, o , ludzie , czemu ja dziś nie mam kaca”.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
  
   
 
 
 
 
 
                                              

Nie wiem czy zdołałem wymienić wszystkich winowajców i ich potrawy, liczę jednak na to że przyznają się osobiście.

 

  Zawody o tytuł  "Grzybowego Nosa 2009
 
W niedzielny poranek bladym świtem (o 6.00) silna grupa wywiadowcza , Asza, Mirki2-lepsza połowa( właścicielka tytułu Grzybowego Nosa 2008) i ja , udała się w okoliczne lasy w celu spenetrowania terenu i znalezienia odpowiedniej liczby grzybów na konkurs „Grzybowy Nos 2009”
 
Po sprawdzeniu hektarów lasu znaleźliśmy w końcu spory zagajnik w którym wyjątkowo obrodziły grzyby. Co prawda była to jakaś dziwna genetyczna mutacja muchomora czerwonego z innymi gatunkami ( podgrzybkiem brunatnym, borowikiem, rydzem, gąską zielonką, podblaszkiem gromadbym, łuskwiakiem giętkim) ale zawsze to grzyb.

 Oznaczywszy wytypowany teren można było wrócić do obozu i spokojnie po śniadaniu przygotować grupę do wymarszu. Prawie wszyscy Zlotowicze już wstali. Czuło się nastrój podniecenia i oczekiwania na zawody. Każdy się zastanawiał czym też matka natura nas w tym roku zaskoczy.

 
 
 
 
Zibi jako obrońca tytułu z 2007 roku szczególnie staranie się przygotowywał. Osobisty sekundant zapewnił mu masaż i odpowiednią kondycję psychiczną.

Po dotarciu na miejsce okazało się, że w tym roku 100% zlotowiczów będzie walczyło o ten zaszczytny tytuł. Na  komendę start wszyscy rzucili się do lasu. Poszukiwania trwały prawie godzinę i las został wyczyszczony. Sądząc z odgłosów dochodzących zewsząd walka była zażarta.

 
 
 
 Umordowani ale uśmiechnięci zawodnicy wrócili do ośrodka gdzie policzono zebrane grzyby i ogłoszono wyniki i wręczono nagrody.
 
 
 
 
Tytuł „Grzybowego Nosa 2009” zdobył Michał Kaczmarczyk zebrawszy 4 sztuki.  Dwa następne punktowane miejsca zajęły Ania Kogut i Agnieszka Szopa wykosiwszy po 2 sztuki. W sumie w lesie zebrano 13 sztuk tego dziwnie zmutowanego muchomora.
 
 
Zibi w tym roku dał plamę i nie znalazł ani jednej sztuki. Może powinien zmienić sekundanta ?Wink
 
 
Zlot spełnionych życzeń
 
Jak na zlocie towarzystwo różnorodne i każdy ma jakieś kaprysy i życzenia. Organizatorzy pomyśleli że życzenia rzecz święta i należy je spełniać. I spełniali.

 Stasia z Wacławem zamówili Sobie „Pokój z widokiem na  morze”. Było spełnione .Mieliśmy tylko wątpliwości czy Bałtyk będzie wystarczający więc w Slanej załatwiliśmy ciepłe Morze Karaibskie z pływającym rekinem. Widok z okna przepiękny, a i Wacław po trudach dnia mógł się pławić w promieniach południowego słońca.

 Mikołaja życzeniem była rezerwacja miejsca na śniadaniu przy Stasi stoliku aby mógł ”zeżreć jej parówki”. Było spełnione Mikołaj wzmiankowane parówki „zeżarł”.


 
 
 
Jarek z przyjaciółmi mieli życzenie zdobyć Babią i zdobyli.

Ania chciała najeść się smardzami i otrzymała na niedzielne śniadanie poczwórną porcję jajecznicy ze smardzami.

Ela i Robert Bobson nie chcieli zgubić kluczyków od samochodu ( tym bardziej, że od czasu Zlotu w Janowie nie dorobili zapasowych). Ich życzenia się spełniły. Organizatorzy codziennie wieczorem przed ogniskiem upewniali się, że kluczyki zostały zdeponowane w bezpiecznym miejscu.

 Zibi chciał się ucieszyć widokiem maczużnika wysmukłego. Czego się nie robi dla króla Ponidzia . Znalazł maczużnika.

 
 
 
 
 
 
Michał, syn Ani od poprzedniego roku marzył aby wyrąbać Zibiego w konkursie „Grzybowego Nosa 2009”, mało że wyrąbał to zdobył tytuł.

Anja zwana przez cześć zlotowiczów „Największą Zarazą Zlotu” chciała nie paść do łóżka przed końcem imprezy. Dzięki troskliwej opiece wytrwała do końca.

 Mirki2 -lepsza połowa życzyła Sobie jakiegoś oryginalnego robaczka do focenia . Miała – rozpucza lepiężnikowca. Był znaleziony w suchym lesie. Co prawda kiedy troskliwie niosła go w dłoni aby zanieść w lepiężniki, niewdzięcznik zrobił jej na dłoni kupę tak wielką, że widoczną gołym okiem, ale to już drobiazg.

 
 
Mirki2- gorsza połowa chciał pierwszy raz w życiu zobaczyć baziówkę szyszkowatą i to co chciał dostał.

 
 
 
Natomiast wszyscy Zlotowicze chcieli znaleźć osobiście smardze i zabrać ze sobą do domu. Życzeniu stało się zadość.

Jeśli czyjeś życzenia o których nie wiedzieliśmy zostały spełnione to proszę o tym napisać.
 
Podsumowanie
I cóż więcej można dodać. Smardze były , dorodne i pachnące około pięćdziesięciu sztuk. Każdy zabrał ze Sobą na pamiątkę do ususzenia. Znaleźliśmy również rzadkie gatunki grzybów, tradycyjna jajecznica ze smardzami była. Nocne Polaków rozmowy i śpiewy przy ogniskach umilały szybko mijające dni. Nie zapomniano i o chrzcie Nówek . Humory i pogoda dopisały, ale jak mogło być inaczej na Zlocie Grzyblandu gdy spotyka się tylu wspaniałych ludzi. Resztę opowiedzą nasze galerie zdjęć.
                                                           

Ciąg dalszy nastąpi po następnym Zlocie.
 
                                   Komentarze


25 Kwietnia 2017
Wtorek
Imieniny obchodzą:
Jarosław, Marek,
Wasyl
Do końca roku zostało 251 dni.
Grzybland Na Facebooku
Konkursy
Logowanie
Login

Hasło

Zapamiętaj mnie
Nie pamiętasz hasła?
Nie masz konta? Załóż je sobie
Kiedy na grzyby

showMoon()
Gościmy
Aktualnie jest 1680 gości online